VII Majówka u Zająca

    Tegoroczna trasa wytyczona przez Andrzeja była atrakcyjna i daleka od cywilizacji. Pogoda, jak na maj przystało, wyciągnęła z przyrody ile się tylko dało. Kulinarnie pod hasłem "Majdańskiego ziemniaka" zaskoczyliśmy samych siebie.
    Jak co roku, najtrudniej było nam zakończyć dyskusje rajdowe tuż przed wyjściem w teren.

    Przebieg trasy tegorocznego rajdu odnotował Zając i wyszło mu, że pokonaliśmy 18 km. Z Majdanu Sopockiego przez Ciotuszę Starą, źródliska Sopotu w Ciotuszy i Husinach dotarliśmy na Wzgórze Piekiełko k. Stanisławowa. Z Ciotuszy wędrowaliśmy śliczną przecinką leśną, zanim dotarliśmy do źródeł Sopotu. Jednym z głównych punktów orientacyjnych sobotniego rajdu było właśnie źródełko w Husinach. Był pretekst do zrobienia zdjęcia grupowego. Gdy odpoczywaliśmy nad źródełkiem nadjechała grupka rowerzystów z Lublina. Była okazja do nawiązania nowych znajomości, integracji i jeszcze jednego grupowego zdjęcia w szerszym gronie. Było nóg moczenie, obowiązkowo!

    Na Piekiełku byliśmy prawie dokładnie w porze, kiedy obraduje tam „krąg czarownic”. Nie zastaliśmy już jednak nikogo, ale „ślady biesiady” jakiś pseudoturystów walały się przy wiacie. Pozostawione w pośpiechu, włącznie z pętami kiełbasy, świadczyły o tym, że ktoś ich z nagła wypłoszył. Wiadomo kto! Na „Piekiełku” dorwały i nas z lekka diabelskie moce i wymasowały nam spięte karki. Czarek okazał się świetnym masażystą. Jedni krzyczeli inni mniej, ale poskutkowało. Nad jednym ze źródlisk zasilających Sopot, nasza młodzież nauczyła się odróżniać, wyławiać i wyciągać z osłonki larwy chruścika, popularne kłódki. Chłopcy uczą się wędkowania i potem przy niedzielnym spacerze praktycznie wdrażali nowo nabytą wiedzę. Droga powrotna do Majdanu prowadziła „na Zdzicha” wśród lasów i pól. Te kilkanaście kilometrów dało nam się we znaki i spieszyliśmy się do „koryta”.

    Jak wróciliśmy z rajdu, na którym nie tylko głód nas sponiewierał, czekało na nas kolejne wyzwanie. Pokrzepieni zaliwajką (czytaj kartoflanką w dwóch smakach); tarciuchem w trzech smakach i plackami ziemniaczanymi z mięsnym sosem; zapiekankami ziemniaczanymi w trzech smakach; kopytkami z ziemniaków z dokładką soczystych żebereczek; ziemniaczanymi mufinkami ze szpinakiem; mięsiwem pieczonym z pieczarkami i sałatką ziemniaczaną; sałatką wielowarzywną z wkładem ziemniaczanym; zapaliliśmy w końcu po cygarze.Potem królowały ciasta (niekoniecznie ziemniaczane): makowce, baby, serniki, tort i tortowe wariacje; zebry właziły na stół ze swoimi paskami; keksy kusiły bakaliami; a i tak wafelki rozrywano najszybciej. Istne obżarstwo. Zgrzeszyliśmy tego dnia podwójnie. Potem całe to towarzystwo, nie mogące utrzymać się już za stołem, tak im brzuchy popuchły, stoczyło się korytarzem w zacisza pokoików i posnęło. Dopiero głos Anusi i skoczne akordy "Pobudka! Wstać! Koniom wody dać! ..." wyrwały nas na wieczorne czuwania. Nie udało mi się sfotografować wszystkich potraw zanim zostały pochłonięte.

    Następnego dnia grzeszyliśmy nie mniej. Także obżarstwem. Nastrój panujący w Majdanie w niedzielę charakteryzował brak pośpiechu. Nikt nikogo nie poganiał. Na pytanie "podrywamy dupki?"- padała odpowiedź - "posiedźmy jeszcze trochę".

    W końcu, gdy wszystkim (bądź prawie wszystkim) to siedzenie się znudziło, postanowiliśmy udać się na spacer. Niemal tradycją drugiego dnia pobytu w Majdanie jest spacer wokół zalewu (lub chociaż połówki). Nie inaczej było tym razem. Koło pierwszego źródełka chyba poziom wody się podniósł. Zaobserwowaliśmy ślady działalności bobrów. Były także inne zwierzęta napotkane w czasie wędrówki. Koło piaszczystej wydmy zabawiliśmy nieco dłużej, były nawet „turlańce”.  Wydma ma się dobrze. To roztoczańska perełka i niech się kłady od niej trzymają z daleka. 

    Stanica harcerska w Majdanie Sopockim (bodajże Chorągiew Lubelska), którą praktycznie obeszliśmy dookoła, znajduje się w fatalnym stanie. Totalna demolka i marnotrawstwo! I to w setną rocznicę powstania harcerstwa na tym terenie. Wstyd i żal jednocześnie, bo młodzież mogłaby korzystać z tego ośrodka. Przysiedliśmy na ogrodzeniu Stanicy na chwilkę wytchnienia.    Majdańskie dni majowe były wręcz sierpniowe. Miła to odmiana po tak zimnym, jak tego roku maju. Drugi dzień rajdu był lajtowy faktycznie. Można było popływać, poobserwować zawody wędkarskie nad Zalewem w Majdanie Sopockim. Tak dobiegło końca nasze kolejne, majdańskie spotkanie.   

    Sosna